przez to szkiełko tak cudownie patrzy się na świat.
by sikorzewska


ta historia zaczyna się od końca. jak w filmach tarantino.
w tej historii występuje bardzo przystojny francuz. hmmm... może jean-paul belmondo. oczywiście z roku 1960. nie chcę pomarszczonego 70- letniego dziada. a ja będę nazywać się jean seberg. i będę tak piękna jak ona. będę twoją patricią, michaelu.

on jest nieziemsko przystojny, ja mam urodę w stylu młodej twiggy lawson. krótkie blond włosy, jasna cera, filigranowe ciałko. palę papierosa. leżę w łóżku. wchodzi ON. z czarną kawą w ręku, z papierosem. i mówi mi, że musi jechać. i już go nie ma.
a ja zakładam białą sukienkę na grubych ramiączkach, płaskie buty [bo przecież cokolwiek założę wyglądam zjawiskowo]. i nie widać, że na niego czekam, bo akurat mojego czekania nie pokazują tylko jak mój boski jean- paul zabija, ucieka i wygląda cudownie.
a ja czekam
i czekam.
i czekam.
i zeschnę się na śmierć, ale nawet jeśli się zeschnę to będę wyglądała jak jane fonda. bo któż chciałby pokazywać starą, zasuszoną kobietę.
i cicho pisnę: będę twoją patricią, michaelu.


a na sam początek tej opowieści- nawet audrey hepburn grzebała bogartowi w spodniach w 'rzymskich wakacjach'
a mi nie wolno?
Name:

Komentarze: