magda pilecka.maciek habarta.pita.kudłaty.anna damięcka.sikorzewska.fairyboy lumiere.HHM.john ze szwecji.matias.ieva z łotwy..destroy.marcin kunstetter..de..

help.

02.05.2009 :: 21:22 Komentuj (0)


chujowo nudno.
ludzi wymiotło, bo w łodzi gra krem.
a jak nie ma ich w łodzi to siedzą i uczą się do matury, ew. piszą prace licencjackie, inżynierskie czy jakieśtam jeszcze.

generalnie smród brud i ubóstwo.
dręczę pawła, bo tylko on ma jeszcze ochotę ze mną rozmawiać (ma przejebane!).
ale szykują się koncerty, moi drodzy. mam nadzieję, że nikogo nie zabraknie.

zapomniałam zupełnie o podsumowaniu koncertu Antony and the Johnsons w Filharmonii Narodowej.
po cenie biletów mogłam jedynie oczekiwać, że koncert będzie niesamowity.
miejsca były zajęte niemal do ostatniego. byłam pod wrażeniem, że Antony i Johnsonowie w pruderyjnej Polsce mają aż tylu fanów, którzy byli w stanie wydać niemalże majątek żeby zobaczyć ich na scenie.
każdy, kto zna choć trochę twórczość Antony'ego, wie, że zawsze na jego koncertach jest transgenderowo i zalatuje psychodelą.
koncert był związany z promocją albumu 'The Crying Light', więc w setliście pojawiły się utwory z tej właśnie płyty, chociaż pojawiły się też genialne piosenki (w sumie można powiedzieć hity) z poprzednich albumów.
Antony wyglądał bosko (jak zwykle). ale oni nie tylko wyglądali. każdy dźwięk był niczym podróż w kosmos. Maxim na skrzypcach to był odlot. serio, nie słyszałam nigdy lepszych dźwięków.
niektórzy mówią, że "usłyszeć głos Antony'ego, to jak usłyszeć pierwszy raz Elvisa, dwa słowa i masz złamane serce...". ja się z tym całkowicie zgadzam.
każdą nutę czułam na całym ciele, a Darek siedzący obok mnie prawie że odpływał.
mega trafione teksty Antony'ego i Johnsonów dotyczące śliwki, którą Antony jadł rano w hotelu czy rozmowa o tym, że nie jest chrześcijaninem.
'Daylight and the sun' mój faworyt, i 'Epilepsy is dancing', którą pokochałam odkąd pierwszy raz ją usłyszałam. 'Daylight and the sun' wykonali pierwszy raz podczas tej trasy i thanks god w Polsce.
jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć ten koncert można go ściągnąć stąd.



koncert był niesamowity. żałujcie, że was nie było.

feeling kind of anxious

05.05.2009 :: 11:02 Komentuj (0)

dzień z dagą.
obudził się we mnie instynkt mordercy podczas grania na playstation.
i generalnie etna się na mnie obraziła.
a daga zrobiła zajebistą jajecznicę.
no i dowiedziałam się, dlaczego park ruski jest parkiem ruskim.












dla Ameryki!



a później było już tylko gorzej.
o ile wiecie, co mam na myśli ;)

obiadu gotowanie.

05.05.2009 :: 19:10 Komentuj (6)

wiem, brzmi to groźnie, gdy ja się za to zabieram i używam nie tylko mikrofalówki.
ale. dziś był miły dzień [z racji poznania wczoraj pana Jakuba Pięknego].
zaczęłyśmy z zapałem. aczkolwiek zapał umarł po 5 minutach kiedy to okazało się, że nie umiemy zrobić kotletów. ale od czego jest internet!


iwona walczyła z kotletami, ja w tym czasie ciosałam ziemniaki [określenie bardzo trafne, którym natalia określiła nasze zmagania z frytkami]

udało mi się ujść z życiem i z wszystkimi palcami.
iwona robiła sałatkę, a ja w tym czasie smażyłam kotlety i kroiłam ziemniury.



kiedy już wszystko było gotowe [po batali ze smażeniem ziemniaków] zrobiłyśmy koktail bananowy.




sma-czne-go!

szare miraże.

06.05.2009 :: 22:04 Komentuj (0)

krótka wizyta w szkole.
kino z darkiem i posiłek w lanczowisku (oczywiście jadłam tylko sałatkę, bez sosu).
zajęcia i inne takie. deszcz padał.
wróciłam do domu ociekająca wodą do tego dopiero w przy domu przypomniałam sobie, że nie zmieniłam spodni po balecie i byłam cały czas w legginsach do ćwiczeń. dobrze, że nie wyszłam w baletkach.
jestem rozkojarzona straszliwie, ale to wszystko przez to, że ograniczam kawę do max. 3 kubków dziennie.
mój żołądek nie wytrzymywał takiej presji ze strony kawy i jedzenia w międzyczasie oraz zbyt obfitego wlewania w niego alkoholu i leków i postanowił się zbuntować karząc mnie kilkugodzinnymi sesjami nad kiblem.
jest niesamowicie nudno. nic się nie dzieje. żadnych skandali. żadnych nowych ludzi na tapecie.
te same gęby w kółko.
ta sama muzyka.
te same leki.
ten sam alkohol.

do tego mam załamanie ideałów odkąd poznałam pradziwe twarze moich niejako idoli.
chuj.
radzę wam- nie poznawajcie swoich idoli, bo okazuje się, że są ludźmi. a to boli.
teraz obejrzę kolejny film o umieraniu pójdę spać. a może przed tym rozwiążę jeszcze kilka quizów na facebooku.
tymczasem.
bawcie się dobrze jutro w szkole. ja będę leniuchować, pić i imprezować. jakbym ostatnio robiła coś innego.

happy end:

wcięło mnie w fotel jak zobaczyłam jej nowy look. boska jesteś!

nocne igraszki

08.05.2009 :: 19:26 Komentuj (0)



my karma tells me
you've been screwed again.

untiteled.

10.05.2009 :: 21:27 Komentuj (2)

weekend.
mój weekend zaczyna się w środę i trwa do niedzieli.
ten był jakoś wyjątkowo leniwy. aczkolwiek nie do końca.
środa leniuchowanie bla bla bla.
czwartek InSide. alkohol alkohol. miałam takie cholerne parcie na wino. spotkałyśmy martę, głoga i pj. one oblewały maturę, a my niespełnione bądź spełnione romanse. to był piękny wieczór.
spiłyśmy się niemiłosiernie. na nowym świecie było wesoło. później nocne harce u ew. jak zwykle ja mówiłam, wyżalałam się, a ona głupia zasnęła :(
piątek- smolik na uw z ernestem (koncert melancholijny i cudowny jak zwykle) a później cafe amatorska. ernest powiedział, że rozbieram wzrokiem wszystkich gościów w lacostach i ray banach w zasięgu wzroku. hmmm... chyba miał rację.
sobota- myslovitz na stadionie syrenki. generalnie miało być kilku znajomych, ale w tym tłumie, nie udało nam się nikogo odnaleźć, za to przy wejściu spotkałam dominika, marry, żanetę, asię i justynę, którzy wracali właśnie z dżemu i wyglądali jak lumpy spod monopolowego. pogo nie służy czystości. szczególnie w takim piachu.
no i koncert myslovitz. z biegiem chwil coraz bardziej odsuwałyśmy się od sceny, kurzu nie dało się targnąć, miałam piach na okularach, na kurtce, w ustach, a moje białe buty zdecydowanie przestały być białe. kurz na ray banach eweliny zdrapywałyśmy tak, jak kurz z mojego telewizora.
koncert był bardzo spoko, a myslovitz kojarzą mi się nad wyraz dobrze, więc czemu miałoby być źle. zagrali 'peggy sue nie wyszła za mąż' i 'gdzieś', które uwielbiam, było mega.
nie dotarłyśmy ani na urodziny angie ani na urodziny saturatora. buuuu :(
a dziś? urodzinowy obiad kasi i uciekający krokiet. ale o tym nie warto dyskutować.


pj/głogu


jami! (tu właśnie jadają najebani ludzie)

august/dorsh.

właśnie tak wyglądam w piżamie.

iwa/beata/kasia

mam nosa do kadrowania.

siostra ma lubi mnie.

katarzyna.

kot też jest dobrym kompanem do melanżowania. a co!

jasno jest. melanż trwa.

ciemno jest. melanż nadal trwa!

piszą o mnie.

12.05.2009 :: 13:50 Komentuj (1)




zapraszam


14.05.2009 :: 00:00 Komentuj (4)

So: the choice I have made
May seem strange to you
But who asked you, anyway ?
It's my life to wreck



mam rezerwację na bilet na Morrisseya, czyli jestem na dobrej drodze do pójścia na koncert.
Ieva przyjedzie, spijemy się jak dzikie świnie, a później pójdziemy na koncert. albo nie. lepiej będzie na odwrót.
wczoraj Pan Z Pewnego Muzycznego Portalu napisał mi, że koncert stoi pod wielkim znakiem zapytania. nie bardzo się ucieszyłam, ale cóż... zostaje jeszcze Berlin, nie?
i dowiedziałam się, że Bogusia przyjedzie do Warszawy.



a! i jeszcze jedno.
w piątek widzimy się na HHM (alernatywą jest PULP CLUB, chociaż nie. out of tune nie zdzierżę), w sobotę na CKOD na Pl. Defilad, poźniej jadło? V/A Team grają. hmmm? jakieś propozycje?
20 czerwca jedziemy do Krakowa. na Lenny'ego Kravitza. więcej info tutaj. kto chce z nami jechać- macie jeszcze sporo czasu, żeby się zdecydować.
całusy.


15.05.2009 :: 11:35 Komentuj (2)



Dziewczyny, chlopaki z ich znienawidzonym swiatem
Morduja dziecinstwo na samotnych przedmiesciach
Tak wstretni, tak piekni, niebezpieczni choc niewinni
Sa sola tego miejsca - teraz
Czekaja na moment kiedy wszystko skonczy sie
Byc moze juz jutro choc ja w to nie wierze
Jestesmy jak dzieci zupelnie niedorosli
Jak zgubieni bracia - koniec

excessive machine na nowym świecie tonight.



a 'łudzić się' pisze się przez 'u', geniuszu.


17.05.2009 :: 17:46 Komentuj (4)



właśnie.


18.05.2009 :: 18:05 Komentuj (16)



sexy or something?
beth.

kto jest wyznacznikiem stylu? czy beth ditto nim jest? projektuje ciuchy i przyjaźni się z kate moss (z tego co wiem to jeszcze tak). czy to, że śmiało eksponuje swoje ciało na łamach NME oraz na swoich koncertach jest obrzydliwe czy w jakiś sposób żenujące? moim zdaniem beth ma lepszą osobowość od wszystkich tych wypindrzonych panienek w ciuchach w rozmiarze 0.
pokazywanie ciała w taki czy inny sposób jest gorszące. pokazywanie takiego lub innego ciała jest gorszące. ale beth złapała flow, bo wie, że szczapowate modelki się już nam znudziły i nie chcemy oglądać zdjęć z playboya na kolejnej reklamie bielizny z H&M. przez takie traktowanie sprawy to, co jeszcze kilka lat temu było perwersją już teraz nią nie jest, więc lubimy transgenderowe klimaty i szokujące wyznania.
'Beth to ikona rockandrollowego nonkonformizmu'- tak pisze o niej NME.
lubi swoje ciało i jest świadoma tego, że wygląda jak tłuścioch, mówi, że jest 'tłustą lesbijką z Arkansas'.
nie ma zamiaru ani chudnąć, ani udawać, że woli facetów.
Ditto mówi, że nie przeszkadza jej określenie 'fat'. - Jest lepsze niż 'osoba z nadwagą', bo w końcu kto decyduje, co jest odpowiednią wagą, a co nadwagą i do jakiego standardu mamy dążyć?
beth ditto:
'Za obsesję bycia szczupłą na pewno nie należy winić kobiet. Wińcie gejów, którzy pracują w środowisku mody i traktują kobiety jak lalki. Mężczyźni nie wiedza, jak to jest być kobietą i ciągle czuć presję wyglądania w określony sposób. Beckhamowie i Paris Hitlon są częścią tej maszyny. To w końcu Paris powiedziała do Lindsay Lohan "ty biedna, brzydka grubasko". Kobiety zawsze są ofiarami'
a ja najbardziej podziwiam w niej to, że ma gdzieś, co mówią i myślą o niej inni. dla mnie jest swego rodzaju symbolem. kimś, wybijającym się ponad przeciętność, chociaż zdjęcia z koncertów the gossip przyprawiają mnie o gęsią skórkę.

z drugiej strony zewsząd docierają do nas zdjęcia pięknych facetów, przez co dziewczyny tylko w takich gustują. popkultura zostawia ślad w naszych gustach i przekonaniach. i tak na imprezach obserwujemy tylko najlepszych kolesi, a selekcja odbywa się w gatunku 'ten ma chujowe buty, odpada; dobrze ubrany, twarz ma kiepską, ale ujdzie; tyłek niezły, twarz dobra i patrz jak się rusza!'. dziewczyny też są wzrokowcami. przykro mi.

pelayo. mój ulubiony celebryta.


20.05.2009 :: 15:39 Komentuj (0)


(big)BANG! feat. THE DISCO VILLAINS @ CBA

24.05.2009 :: 18:28 Komentuj (0)

ludzi mało.
miejsce nie za specjalne (Centralny Basen Artsytyczny). niby industrialowy klimat, ale jakieś kawały materiału przywieszone do poręczy, które zasłaniają widownię teatralną to tak jakby... nie najlepsze rozwiązanie. zdecydowanie wolę obiekt, ale przywiodło nas do cba.
jick magger zagrał, ruszał się, jakby wypił za dużo soku z gumijagód (like always).
a później za deckami stanęła torpeda. DISCO VILLAINS. dobre to było, dobre. i myślę, że odebrane byłoby lepiej, gdyby nie to, że miejsce chujowe, a w obiekcie konkurencyjna impreza (oh jak mi przykro, że eryk nie wygrał z I Want Candy).
DJe z Disco Villains byli niesamowicie zajebiści, zaprosili na backstage i w ogóle :)
gdyby nie to, że byli tacy charyzmatyczni, impreza skończyłaby się na podrygiwaniu kilku samotnych dresów pod DJką (to są właśnie imprezy bez selekcji).
było na co popatrzeć i czego posłuchać.
jestem za.
no i zagrali 'corneliusa' :D

panie eryku, czekamy na zdjęcia.

CKOD @ Pl. Defilad | 16 maja

25.05.2009 :: 11:37 Komentuj (1)

nie doczekam się chyba na foty eyemana z wydarzenia.
chujowe podsumowanie chujowego projektu z chujowym DJem.
Monohrom Projekt
nie wiem do tej pory co to, nie wiem kim jest Dj Simc, ani dlaczego imprezę sponsorował Cropp i co osiągnąć chcieli organizatorzy dając ludziom darmową wodę.
generalnie ludzi garstka na tym całym podsumowaniu, gość gadał na scenie jak na wiejskim weselu. ludzie coś rysowali na żółtej płachcie (nice. nazwali to szumnie 'tagowaniem'). klimat taki średnio na jeża. mokro, duszno.
ludzie wynosili wodę całymi paletami, żal i zgrzytanie zębów.
na scenę weszli CKOD ze swoimi czerstwymi dowcipami (odgrzewane i przypalone), zawsze w warszawie rzucają tym samym mięsem. nie wiem, jakoś to niemrawe było.
z Miazgami bez porównania nawet.
zagrali dobre kawałki, zagrali zajebiście jak zwykle, ale akustyk nie bardzo się postarał.
no i pod sceną jakieś kinderpunkowo-metalowo-13letnie pogo.
zasadniczo każdy koncert CKOD jest zajebisty i ten też był, ale usunęłabym sporo detali.
a oni wyglądali jak milion dolców. z koncertu na koncert coraz lepiej.

a później z remkiem rozmowa i z jankiem i z magdą. tak tak. nie ma to jak cudowne zakończenie wieczoru.



25.05.2009 :: 13:00 Komentuj (0)


to jest genialny remix. pamiętam jak StereoHeroes byli na HHM Nite i pierwszy raz widziałam pogo na imprezie electro. grali to, a publika szalała w ekstatycznym drganiu.

za tydzień na HHM Nite zawita ChewyChocolateCookies, kolejny mega genialny DJ z Londynu. oczywiście będziemy. i będziemy się też zajebiście bawić.


co się dzieje?
upiekłam ostatnio ciasto marchewkowe i wyszło zajebiste. i jestem z siebie total dumna.
nasunęło mi się... kurde nic mi się nie nasuwa, tylko jełopowate teksty andżeliki, ale to kiedy indziej. a dziś fun, moi drodzy. jutro matki dzień.
idziemy pić czerwone wino na łąkę.
peace!

21:56
rower mój skrzypi, ale nic tam. może ojciec się nade mną zlituje i mi go naprawi.
poza tym OH! MY GOD IT'S TECHNO MUSIC dodali moją fotę do działu 'fans' na myspace. yeah!

god loves you the best

27.05.2009 :: 21:30 Komentuj (0)

zaszczepili mnie przeciwko miłości. w sumie tak, dobre. przyda się.
świadomość dokonywania wyborów mnie przeraża. lody karmelowe czy czekoladowe. iść czy nie iść. chcieć czy nie chcieć. każdy wybór mnie poraża jak huragan.
na jaki spektakl pójść do teatru. wolę spektakle jarzyny czy klaty. lakier na paznokciach różowy czy czarny. wejść czy nie wejść. wyjść czy nie wyjść.
nie potrafię.

jak się wchodzi z butami w czyjeś życie to trzeba znać konsekwencje. jak dajesz komuś wleźć w swoje życie trzeba wiedzieć, co może być po tym. a ja jak zwykle wychodzę na kretynkę, bo inaczej się nie da. nie moja wina, że to zawsze kończy się klapą. więc pozostanę w swoim światku imprez i kiblowych romansów.
już niedługo weekend. jeszcze kilka dni. potrzebuję weekendu. bardzo.
chociaż... ostatnie 3 dni to i tak była wielka impreza. ale to nie to samo, co weekendowe harce. szczególnie weekendowe harce w obiekcie. przy zajebistej muzyce na HHM Nite z najlepszymi dupami w mieście.

więc wychodzę.
zapalam papierosa.
piję kawę.
i chyba nic się już nie liczy.




tylko w berlinie wydaje się wszystko takie piękne i proste.

(big)BANG! feat. THE DISCO VILLAINS @ CBA | foty

28.05.2009 :: 18:36 Komentuj (0)

wszystkie foty tu (jick magger myspace)


find wally.


1/2 Disco Villains



chujowe jak barszcz? nie! barszcz jest zajebisty.

weekend!

30.05.2009 :: 14:23 Komentuj (0)

wczoraj byliśmy w planie be, a później poszliśmy do jadło (no cóż. dotarliśmy tak w stanie wskazującym)
generalnie to nudno było przez te 20 min, kiedy tam byliśmy.
nie wiem dlaczego, nie wiem po co, no cóż. poszliśmy stamtąd.
Mateo chodził cały czas i pierdolił, że zaraz się zgrzyga, więc trzymałyśmy się na bezpieczną odległość. no i w końcu się zrzygał. dżizas. jakaś masakra.
pojechaliśmy do mieszkania rodziców Mateo, gdzie się ogarnął, wróciliśmy z powrotem do Jadło, potańczyliśmy trochę (sxxx akurat grał) wypiłyśmy jeszcze coś z T. (Mateo był już zielony na twarzy, niebezpieczne było dawać mu cokolwiek do ust).
zakończyliśmy imprezę bez większych rewelacji, Mateo w kiblu, a ja i T. na łóżku jego rodziców.


a dziś? coś na co czekamy już od tygodnia Chewy Chocolate Cookies na HHM Nite !
have a nice party.


facebook. . .twitter . .last.fm


kosmos 2011
czerwiec.maj.kwiecień.marzec.luty.styczeń.
kosmos 2010
grudzień.listopad.październik.wrzesień.sierpień.lipiec.czerwiec.maj.kwiecień.marzec.luty.styczeń.
kosmos 2009
grudzień.listopad.październik.wrzesień.sierpień.lipiec.czerwiec.maj.kwiecień.marzec.luty.styczeń.
kosmos 2008
grudzień.listopad.październik.wrzesień.sierpień.lipiec.czerwiec.