magda pilecka.maciek habarta.pita.kudłaty.anna damięcka.sikorzewska.fairyboy lumiere.HHM.john ze szwecji.matias.ieva z łotwy..destroy.marcin kunstetter..de..

take your fast car and keep on driving

01.06.2009 :: 13:03 Komentuj (0)

definicja szczęścia.
szczęście to kilka sekund, po których następuje kolejny cykl normalnego szarego życia.

nie mogę się uwolnić. nie mogę. wmawiam sobie, że jest chujowy. i nie mogę, za każdym razem, kiedy przechodzę obok jego mieszkania przypominam sobie wszystko od początku do końca. żółta elewacja. zielona klatka. brązowe drzwi. a później już tylko on. i cokolwiek nie zrobię, gdziekolwiek nie pójdę. wszędzie dostrzegam coś, co mi się kojarzy. cokolwiek się nie dzieje- powiązane jest z nim. sama nie wierzę, że chujowy jesteś.

a już było całkiem nieźle. moje rozwalone życie wróciło do trybu impreza-sen impreza-sen. i znów się rozwaliło. i znów i znów.

sobota i niedziela spędzona na leczeniu kaca i słuchaniu muzyki. do nauki nie starczyło mi zapału. na nic nie mam ochoty.
jutro ten jebany egzamin z matmy, a ja nic nie umiem. jak nie zdam to będzie jebany koniec. koniec wszystkiego. kolejny koniec, któremu winna będę tylko i wyłącznie ja.
za mało się przejmuję ludźmi, których znam. mam ich w dupie, bo myślę, że oni mają mnie również gdzieś. a później dowiaduje się o czymś z piętnastej ręki. tak. to jest zasadniczy problem.

kolejne milion spraw. kolejne milion powodów, żeby strzelić sobie w łeb.

wtorkowe, środowe i czwartkowe imprezy poprawiły mi humor- wrong.
piątkowa impreza poprawiła mi humor- wrong.
sobotnia impreza poprawiła mi humor- wrong.

no to co z tego?
a co do cholery może z tego być?

wzięło mnie na wspomnienia.


łódź.

we love funky shit!

02.06.2009 :: 21:37 Komentuj (0)


- MAART VS MATH 1:0

za je biś cie

wygrałam ten mecz. witaj 3. klaso. żegnaj wieczny licealisto.

no i z de byłyśmy na starówce na lodach i kawie.
gadanie o życiu i o muzyce i o sztuce. zawsze dobrze jest!

rock fashionist


kraj: starówka miasto: lodzikowo

happy end:

sobotnie HHM Nite vs. Chewy Chocolate Cookies.

05.06.2009 :: 00:12 Komentuj (0)

impreza była SZAU.
dobra muzyka dużo ludzi zero powietrza gorąco jak w piekle
no tak tak to było PIEKŁO.

gość grał Justice sporo i Bloody Beetroots, a ja byłam jakoś dziwnie nie w humorze i nie mogłam się wyluzować, nie wiłam się przed obiektywami, nie miałam ze sobą aparatu, nie załapałam się na foty. ale za to olao ma a lot of.

pooglądajcie sobie na blogu HHM (foty autorstwa karola g.) oraz na generation strange



oraz gwiazda wieczoru OLAO:


05.06.2009 :: 19:14 Komentuj (1)

miałam dziś rozjebany dzień strasznie.
zasnęłam o 9:00, obudziłam się o 13:00 i znów nic nie zrobiłam.
pracy szukanie idzie opornie.
picie idzie lepiej.
odechciało mi się imprezy, może wypijemy coś później z szymonem. albo się pouczę. to straszne. piątkowy wieczór, a ja chcę się uczyć. no cóż, raz na jakiś czas trzeba, nie?

ewe wysłała mi foty z INSIDE'u. tragedia malowana.





czy ja zawsze muszę zrobić tą tragiczną minę dzikiego kreta?

jutro szykuje się bieganie po złotych kutasach. niedobrze mi na samą myśl o tym.

xxzcuzxx me

06.06.2009 :: 16:07 Komentuj (0)

mam ochotę zaszaleć do nieprzytomności.
i dziś zaszaleję.

a rano byłyśmy z ewe w centrum i przyjemnie było.





nie mogę się nadziwić jak bosko ewelajna wygląda.

to piekło nie raj tutaj zawraca czas.

11.06.2009 :: 17:17 Komentuj (0)

lakiego 18. była całkiem w pytke.
kiepsko skończyła się dla dagmary, która umarła z przepicia, ale inni przeżyli i mają się świetnie.
tańce i dzikie harce oczywiście były.
noc w nieswoim łóżku zaliczona.


- 100 LAT LAKI!


jeszcze żyła


z cyklu najgorszych min świata


zdecydowanie świetne wyczucie kadru.

kwietniówka


yeah, we are queens of the VIXA!


rock'n'roll nas bardzo lubi

kobaltowy blond cud.


i... LAKI. świeci jak milijony monet, co nie?

4.06 - wystawa prac Iwy w ArtBemie.

11.06.2009 :: 21:56 Komentuj (3)

wystawa była super. były ciasteczka i soczek...
nie no generalnie z siostry mej dumna jestem. pooglądajcie jej prace i sami oceńcie.
oczywiście były tam też prace grupy Iwy z zajęć.

a teraz mały bekstejdż z wystawy.










autobus. szalik ani dostał się w koło autobusu. iwona wyławia go parasolką, która ukradła z zajęć.


jak każdy szanujący się dres musimy mieć zdjęcie w pociągu!

follow me

12.06.2009 :: 19:23 Komentuj (0)


follow me on twitter.com


i said haha




i koszulka, którą razem z iwą zrobiłyśmy dla aniucha. na koszulce iwy twarz.

Elvis Presley

13.06.2009 :: 21:13 Komentuj (3)

zrobiłam sobie dziś koszulkę z moim Królem.
do kolekcji z innymi gadżetami, które posiadam.






tkwię w martwej przestrzeni. tkwię w środowisku, które już dawno przestało mnie bawić. zdobywanie. zdobywanie. zdobywanie. a jak już zdobędziesz to chcesz czegoś innego.
ona nie chce tego, co ma
ja też nie chcę. zawsze pociągało mnie to, co nieznane, co zakazane i nieetyczne. już w przedszkolu jako wieczna rebeliantka bawiłam się samochodzikami, a nie lalkami jak kazała pani. pamiętam taką scenę. siedzieliśmy z iwem na czerwonej wykładzinie w przedszkolu na broniewskiego i rysowaliśmy wozy strażackie. wtedy iwo stwierdził, że jestem zajebistym kumplem i że musimy iść kiedyś razem powspinać się po drzewach. kolejna rzecz jaką pamiętam to jak klaudia wyrzygała na moją ulubioną sukienkę w kwiatki pulpety z obiadu. i jeszcze jak magda pokazywała mi tajemniczy tunel na placu przy przedszkolu i wpadłam w jakąś dziurę i miałam spuchniętą kostkę. albo jak iwona uciekła z zagrody dla 3-latków. magdę znam najdłużej. razem wysyłałyśmy listy do Bravo (tak, wtedy jeszcze myślałyśmy, że naprawdę je opublikują), miałyśmy tajne bazy na osiedlu. albo jeszcze jak odprowadzałyśmy się nawzajem przez kilka godzin, a miałyśmy do siebie jakoś ze 2 minuty pieszo. nasze zabawy w Spice Girls.
a z klaudią w wieku 6 lat czułyśmy się takie dorosłe, kiedy szłyśmy do zerówki.
odbiegłam trochę od tematu. bynajmniej to są całkiem miłe wspomnienia. i mój najlepszy przyjaciel damian. chyba tak miał na imię. i zawsze zazdrościłam chłopakom, że są chłopakami i nie muszą nosić tych kretyńskich spódnic. później gdzieś w 5 klasie podstawówki ludzie myśleli, że jestem chłopakiem. nosiłam martensy, bojówki i męskie sztruksowe koszule. zawsze była pogoda na martensy. czy było zimno, czy gorąco. później mama kupiła mi sukienkę w kwiatki i powróciłam do wyglądu dziewczęcego. w 4. klasie podstawówki rozwaliłam głowę o chodnik, do tej pory mam bliznę przez pół twarzy.
generalnie wyszło zupełnie nie to, co chciałam napisać, ale morał z tego taki: chciałam być facetem. i nadal nie pogardziłabym taką szansą.

new romantic w duszy mej!

15.06.2009 :: 22:09 Komentuj (1)

tak i nie tylko o muzykę tu chodzi. tak jakoś mi się dziwny tryb załączył. słucham kapitana nemo, visage, spandau ballet, omd, new order i nieśmiertelnej piosenki 'ola la' w wykonaniu bohemy (chociaż to już pod new romantic nie da rady podciągnąć). tak dziś właśnie wyglądała moja playlista.
należy też wspomnieć, iż udało mi się poznać dziś chłopca, którego obserwuję od pewnego czasu, a połączył nas zapach pana stojącego obok nas w pociągu. i nie był to przyjemny zapach.

tak dziś pierwszy dzień mojej pracy pełnej kawy i ludzi. wypiłam dziką ilość kofeiny i jestem tak nakręcona, że aaaaaaaaaaaah!
praca generalnie niczego sobie, zobaczymy jak się to rozwinie.
dostałam zwrot podatku za zeszły rok i obiecałam sobie 'tak marta. jedziemy na wakacje. na piękne wakacje do hiszpanii' i chuj. nie mogłam sobie odmówić dwóch pięknych sukienek i dwóch par butów. znów wydałam więcej niż zarobiłam, a moje konto świeci pustkami.
raz się żyje.
czuję taką mega przyjemną nostalgię. idę ulicą i obserwuję ludzi (i uważam, żeby nie zapaskudzili swoimi buciorami moich nowych białych tenisówek, które jeszcze lśnią bielą). poza tym jak przymierzałam moją nową piękną sukienkę w przebieralni w sklepie dostrzegłam iż moje włosy są blond. nie wiem, czy śmiać się czy płakać. w sumie to tego chciałam, więc lux.
na koniec piękny kadr z mojego ukochanego filmu o pięknym i czułym huliganie.

no to jeszcze jeden fotos. ale tego już nie muszę opisywać. na dniach wyprodukuję koszulkę z tą piękną panią.

czy nadszedł czas na dni-porażki?

19.06.2009 :: 12:43 Komentuj (1)

mam zjebany humor od wczoraj.
wczorajszy dzień był zjebany od rana.
zaczęło się od tego, że w środę wróciłam ze spotkania z ulą o 1:30 (miałam wrócić o 18:00), w opór pijana (kasia wymyślała jakieś szalone niebieskie driny w zakątku, nie sposób było wyjść na trzeźwo). oczywiście wchodzę do domu, pies zaczął szczekać, wywróciłam się na schodach. mom stwierdziła, że jestem pijana (wow, cóż za spostrzegawczość!) i poszła spać. ja też.
w czwartek rano wstaję (wstać miałam o 6:00), patrzę na zegarku 6:40, zdążyłam umyć włosy i zanim dobiegłam do stacji już mi wyschły, byłam skacowana jak chuj, wysiadam sobie, idę na przystanek. i cóż. wsiadłam nie do tego autobusu, do którego powinnam. w efekcie czego wysiadłam na powiślu, przesiadłam się w pociąg, podjechałam jedna stację, biegnę pędem do metra, wbiegam na stację, a moje metro dopiero za 11min. spałam prawie na stojąco. i myślę: 'chuj. nic gorszego nie może się wydarzyć.'wsiadam do śmierdzącego zajebanego metra, jadę. wysiadam. biegnę na autobus. nie ma to jak mieć szczęście. odjeżdża mi sprzed nosa. wsiadam do następnego, a że jest to pętla to czekam jeszcze 15 min na odjazd, w międzyczasie zrobiłam sobie nieudolny makijaż. siedzę czytam newsweeka (fascynujący artykuł o kleszczach), pochodzi do mnie jakiś koreańczyk i zaczyna napierdalać po koreańsku. siedzę i patrzę na niego, już sama nie wiedziałam co mam o tym myśleć i czy nie jest to efekt tych wczorajszych drinów, że go nie rozumiem, a on zaczyna się śmiać i mówi łamanym polskim 'robię sobie żarciki' siedzi i napierdala do mnie, nie zauważając, że wcale go nie słucham tylko czytam tego jebanego newsweeka. kilkaset słów koreańczyka później wysiadam. biegnę. wpadam zdyszana, z rozmazanym makijażem, bo oko zaczęło mi łzawić, a moja szefowa mówi: 'spóźniłaś się' (serio ostatnio ludzie robią się mega spostrzegawczy). jakkolwiek ta praca jest spoko pracowanie jest plebejskie i po tygodniu mam dość. no ale muszę być przygotowana finansowo na moment kiedy mom wyrzuci mnie z domu, a myślę, że nastąpi to całkiem niedługo.

chuje muje. dziś znów zdycham po wczorajszej libacji z adrianem. piję drugą kawę i nie wiem który to już dziś papieros.
muszę się dociągnąć do wołomina, bo się z agą umówiłam.

a moje życie odmierzają godziny zamieszczania postów na twitterze.

a na koniec tego zajebiście nudnego posta:

moja siostra. ostatnio zauważam jaki cud ze mną mieszka.

i jej praca. jestem jej największą fanką, w przyszłości będziemy zajebiście sławne.


20.06.2009 :: 16:30 Komentuj (1)

wieczór z agą, noc w obiekcie, poranek na kacu w pracy.

zaraz wybieram się na koncert lady sovereign do królikarni i myślę, że adrian nie odpuści pijanej nocy.

a jutro rano do pracy.

przepraszam, czy tu leją po mordzie?

24.06.2009 :: 21:26 Komentuj (3)

znów jestem bezrobotna i szczęśliwa.

znów rozkręcamy imprezy na fulla.

wypierdolimy starych z domu i urządzimy sobie niesamowite party w wannie. takie z truskawkami i szampanem. jak ostatnio.

przejebiemy całą kasę na ciuchy, których i tak nigdy nie założymy.

przefarbujemy włosy na blond i będziemy udawać, że jesteśmy z kalifornii.

kupimy sobie retro kostiumy kąpielowe, pójdziemy na plażę i będziemy prażyć się w słońcu pijąc szampana i patrząc na siebie pożądliwym wzrokiem.


ale dopóki to się nie stanie pogram w Super Mario i posłucham muzyki. a Lidka wymyśli system, dzięki któremu wygramy kupę kasy w totka.
jak zwykle wydaję więcej kasy niż zarabiam na ciuchy i alkohol.
i tak ma pozostać!
a na deserek dwa nowe retro kąski.


26.06.2009 :: 15:34 Komentuj (4)

dzięki śmierci urodził nam się nowy obiekt kultu

jackson.
pamiętacie w ogóle, że on kiedyś był murzynem?
ja sobie dziś tu uświadomiłam i zabolało.



ja nie będę za nim płakać, chciaż wiem, że wraz z jego śmiercią zakończył się pewien etap w muzyce. chociaż... zakończył się on wtedy, kiedy jacko przestał nagrywać dobrą muzykę.

elegancja + słońce + kawa = udany dzień

28.06.2009 :: 19:06 Komentuj (0)

dzień jest piękny. w końcu znalazłam czas, żeby przeczytać książkę, którą polecił mi mateusz ('Królowa Południa') i obejrzeć albumy sztuki secesyjnej, które mi pożyczył.
koc, zielona trawa, kawa mrożona i książka. to jest to, czego mi brakowało. wyciszenia się, luzu, bez warkotu silników, krzyku, pretensji, problemów, niedomówień i uśmiechów na siłę.

ja staram się doceniać błogie chwile samotności, oczywiście bez bzdurnego nadęcia ani dorabiania sobie do tego ideologii. tak po prostu. zatonąć w myślach, albo jeszcze lepiej- nie myśleć zupełnie o niczym.

wczorajszy wieczór spędziłam z magdą, całkiem miło. i prawie umiem grać w rzutki już (średnio raz na trzy rzuty trafiam w tarczę, ale co tam)
a później z mateuszem na łące, gdzie do cna podziabały mnie komary. wszystko mnie swędzi niemiłosiernie. moje nogi usiane są czerwonymi swędzącymi plamkami.
będę musiała to jakoś przeżyć.
postanowiłam również dać włosom odrosnąć choć troszkę. będzie bolało, ale cóż.

oglądam właśnie sesję zdjęciową Emmy Watson dla magazynu Teen Vouge i kolejny raz się nią zachwycam. zdjęcia, ubrania i sama Emma. piękne, serio piękne.



29.06.2009 :: 14:53 Komentuj (0)

odkopałam zdjęcia z telefonu.
stare i nowe.



u dagi ostatnio piłam, a daga w tym czasie okradała banki na PS3

podczas naszego krejzi wieczoru- rajdu po speluńskich barach. zakończony w zakątku.

express warszawa-berlin. iwona sobie nie żałowała, jak zwykle.

też się cieszymy, że aga lubi zdjęcia.

ola w 'herbaciarni'

czasem przerażam sama siebie

lubimy tam być!

warsaw fashion street

30.06.2009 :: 19:51 Komentuj (2)

według mnie impreza była zbyt pompatyczna, przesadzona wręcz.
stroje zbyt strojne, pompatyczne.
oczywiście wszystkie outfity wpisują się w panujące w tej chwili trendy z wybiegów znanych projektantów, ale nie wpisujące się w trendy streetfashion. projektanci projektują ciuchy dla wielkich gwiazd na wielkie gale, które później sieciowe marki kopiują i przenoszą w tańsze i mniej wyszukane (bardziej w pojęciu casual) stroje. tak właśnie zmodyfikowane ubrania starają się wbić w gusta Polaków, no ale niestety większość z tych rzeczy jest odrzucana.
mi podobało się dosłownie kilka rzeczy, które i tak złożyłabym w inne zestawienie, niż to pokazane podczas Warsaw Fashion Street.


sukienka jest niesamowicie ciekawa, jej fason sprawia, że każdy będzie wyglądał w niej dobrze, ale kamizelka jest już przekombinowaniem

tej sukienki zupełnie nie rozumiem. tiul- ok. niesamowity materiał, ale dlaczego bez podszewki?

wyobraźcie sobie jechać z takim trenem metrem

za dużo marszczeń falbanek i kolorów

ta sukienka jest niesamowita. prosta, elegancka z letnim polotem. idealna do japonek na plażę jak i na wielkie wyjście zestawiona z obcasami.

nie potrafię tego określić. kobieta- serce? kobieta- nietoperz?

spódnica jest świetna, ale po co reszta?

chciałabym zobaczyć pokaz, który będzie casual i będzie wpisywał się w stream, który teraz panuje na ulicach całego świata.

a jeśli już o modzie- Natalia Kukulska na Top Trendy. totalnie niesamowita. znalazła chyba dobrego stylistę.


facebook. . .twitter . .last.fm


kosmos 2011
czerwiec.maj.kwiecień.marzec.luty.styczeń.
kosmos 2010
grudzień.listopad.październik.wrzesień.sierpień.lipiec.czerwiec.maj.kwiecień.marzec.luty.styczeń.
kosmos 2009
grudzień.listopad.październik.wrzesień.sierpień.lipiec.czerwiec.maj.kwiecień.marzec.luty.styczeń.
kosmos 2008
grudzień.listopad.październik.wrzesień.sierpień.lipiec.czerwiec.