magda pilecka.maciek habarta.pita.kudłaty.anna damięcka.sikorzewska.fairyboy lumiere.HHM.john ze szwecji.matias.ieva z łotwy..destroy.marcin kunstetter..de..

ubóstwiam tę dziewczynkę

01.07.2009 :: 20:25 Komentuj (0)








STYLE ROOKIE to najgenialniejszy blog o modzie, który tworzy... 13-letnia dziewczynka.
zdjęcia robi sama, ubiera się sama i jest popkulturowym zjawiskiem. powodzenia.
a sama zastanawiam się, jak taka mała dziewczynka mogła tak bardzo przesiąknąć stylem vintage.


02.07.2009 :: 21:36 Komentuj (0)


nowy teledysk Franz Ferdinand do 'can't stop feeling'
wow.

są piękni zdolni i słodcy.
czego chcieć więcej?

wiem! pelayo.


04.07.2009 :: 17:38 Komentuj (0)

Mischa Barton. Jak zwykle genialna, dla magazynu L'offieciel




myślę, że niedługo będzie pretendować do tytułu 'alkoholowej księżniczki mody', stoi w kolejce tuż za Kate Moss.

BTW
pudelek dostrzegł chyba to samo co ja w związku z Warsaw Fashion Street.
zobaczcie sami

Narew piękna jest!

05.07.2009 :: 15:31 Komentuj (1)

piękne widoki.
sklep w Kacicach, znaleziony po pół godziny brodzenia w błocie do kolan wraz z Żyłkiem.
wchodzimy do sklepu, żyłek wyjmuje pomięty paragon, na którym zapisał co mamy do kupienia.
żyłek: sałatę poproszę
pani ekspedientka (z okropnym pryszczem na czole i tłustą grzywką): nie ma
ż: dwa ogórki
p.e.: nie ma
ż: ser feta
p.e.: smalec to ja mam, ale takich wykwintności to nie tu szukać
ż: marchewka
p.e.: jedna się ostała
odwracamy się. patrzymy na marchewkę i zalewamy się łzami.
próbowałam tego samego z papierosami i alkoholem.
wyszliśmy ze sklepu z marchewką, dwoma opakowaniami chipsów Lay's, tabliczką czekolady Wedla, wódką Starogardzką, czterema piwami Kasztelan oraz czterema paczkami papierosów Nevada. miłego dnia.

a to miał być taki piękny weekend. domek nad rzeką alkohol i my.
skończył się alkohol, deszcz się przyłączył i chuj z tego wyszło.

hula kula i już!

07.07.2009 :: 11:07 Komentuj (0)






aga i jej genialne nogi :)



stacja: centrum

07.07.2009 :: 16:00 Komentuj (0)

siedzę właśnie na śmierdzącej stacji metro centrum, czekam na moją Ievę, Christiana i na tego Niemca, którego znów zapomniałam zapytać o imię. Za moment powinni dotrzeć. Ieva ze zwiedzania Warszawy, Chris z Berlina, a Niemiec.... pewnie z Niemiec.
idziemy się czegoś napić, a później do stodoły na koncert Morrisseya. no i standardowo afterparty.

pan z kawiarenki ciągle puszcza mi oko, przychodzę tu co kilka dni, więc mniej więcej chyba mnie już zna. ma na imię Robert, dziś mi się nawet przedstawił i dał mi za darmo baterię do Mp3. czuję się zajebiście wyróżniona i zajebiście głodna. i jest za gorąco. zdecydowanie za gorąco. rozpływam się jak czekolada na tym słońcu.

no cóż... miejmy nadzieję, że to będzie miły dzień, a Niemiec nie okaże się 45-letnim zboczeńcem.
amen.

ps. miłego koncertu

Morrissey playing live@Stodoła. afterparty@jadło

08.07.2009 :: 15:13 Komentuj (0)

weszłyśmy z Ievą i Chrisem do Stodoły gdzieś w połowie supportu.
Doll & The Kicks nas miło zaskoczyli niesamowitą ekspresją i dobrymi kawałkami. no i ten basista z loczkami... wokalistka wyglądała zupełnie jak Agyness Deyn, dokładnie ta sama fryzura i ten sam kolor włosów, kapelusz na głowie obowiązkowo. jak weszliśmy i zobaczyliśmy wokalistkę w tym cekinowym świecącym stroju (Christian powiedział, że nie będzie słuchał pieprzonej winylowej lali i żebyśmy poszli na wódkę)byliśmy z lekka sceptyczni, ale pięć minut później już się nam bardzo podobało.



później krótka przerwa techniczna i... zaczęło się od numeru 'this charming man'. dużo świetlnych efektów specjalnych, morrissey i jego wybujałe sceniczne ego, teatralne gesty i rzucanie kablem. i to jest to, co w nim czaruje podczas koncertów.
momenty, kiedy Morrissey wycofywał się w tył sceny, a na przód wychodzili gitarzyści i z arogancją i ironią wymierzonymi w stronę widowni gitarami, grali kolejne dźwięki były serio niezłe.
i wielki gong z tyłu sceny, w który perkusista uderzał od czasu do czasu.
setlista była bardzo spoko, chociaż mi zabrakło kilku kawałków.
'there's light that never goes out', 'something is squeezing my skull'.
lekko przekombinowane 'life is a pigsty', ale za to brawurowo zagrane 'please, please, please, let me get what I want'.
generalnie bilans bardzo dodatni.

cała setlista:
1. CHARMAN (This Charming Man)
2. BOY YAPPY (I Just Want To See The Boy Happy)
3. CLOUD (Black Cloud)
4. HSIN (How Soon Is Now)
5. IRISH (Irish Blood, English Heart)
6. ASK (Ask)
7. PARIS (I'm Throwing My Arms Around Paris)
8. GROW UP (That's How People Grow Up)
9. BORES (The World Is Full Of Crashing Bores)
10. WHY DON'T YOU F? (Why Don't You Find Out For Yourself?
11. ONE DAY GOOD (One Day Goodbye Will Be Farewell)
12. COMA (Girlfriend In A Coma)
13. LEMME KY (Let Me Kiss You)
14. YOU JUST HAVEN'T (You Just Haven't Earned It Yet Baby)
15. PIGSTY (Life Is A Pigsty)
16. PLEASE LEMME (Please, Please, Please Let Me Get What I Want)
17. CAROLO (When Last I Spoke To Carol)
18. LOOP (The Loop)
19.I'M OK (I'm OK By Myself)
ENC: FIRST (First Of The Gang to Die)


a Stodoły nie znoszę. brak klimatyzacji, kiepawe nagłośnienie i jakoś tak zero klimatu, choć trzeba przyznać, ze efekty świetlne podczas wczorajszego koncertu były świetne.
i oczywiście standardowo 2-metrowy gość stojący przede mną. to nie jest kraj dla niskich ludzi (jak to stwierdziła Ieva)

Morrissey zmieniał trzy razy koszule. a bitwa pod sceną o kawałek koszuli była lekkim żalem, gratuluję wszystkim, którzy w tej szarpaninie uczestniczyli i współczuję tym, którzy mają połamane kończyny bądź śliwy pod okiem.





później afterparty.
zaczęliśmy od No Mercy, ale ciężko nazwać afterparty imprezę, na której jest 6 osób. najebałyśmy się podczas specjalnej koncertowej promocji i pojechałyśmy do Jadłodajni, gdzie spotkałam się z moim nowym kolegą z Niemiec, z tym że nadal nie wiem, jak ma na imię (nie okazał się 45-letnim zboczeńcem)


W Jadło Hoax grał The Smiths i Morrisseya, wizualizacje na ścianach, po 6. wódce to i tak było mi wszystko jedno. na zewnątrz hożo podskakiwał pan michał zakurwiając w dzikiego densa (z zespołu muchy, ale nie powiem czyim on jest lowelasem) w japonkach i z rurkami zjechanymi do połowy tyłka.

moje łotewskie kumpele wzbudzały nie lada zainteresowanie, gdzieś ok. 3:00, kiedy było mi już totalnie wszystko jedno poznałyśmy ludzi z Łodzi i ze Śląska oraz fake Morrisseya o imieniu Steven, który był z Edynburga. gość jest ostry. jeździ na wszystkie koncerty Morrisseya, był już na 75 koncertach, a na szyi nosi kostki od gitar z koncertów. trzeba być dobrym popierdoleńcem, żeby ze Szkocji przyjechać do Polski na koncert.

Ieva oraz druga Ieva pojechały, a ja zostałam z nowymi ziomkami.4:00. rozważanie egzystencjalnych problemów na chujowym zjebaniu. polecam.


chris.

Ieva w swoim żywiole, bo w Rydze nie mają takich dobrych imprez!




Steven i dwie Ievy.


imprezę zakończyliśmy o 6:00 w speluńskim barze na powiślu.
nikt nie wie, co stało się z fake Morrisseyem. przypuszczamy, że poszedł pieszo do Edynburga. był w stanie, który umożliwał mu latanie, a co dopiero dostanie się do Szkocji.
a teraz pytanie za 100pkt. czemu ogarnęłam, że Bogusia była na koncercie dopiero dziś rano? i dlaczego nie jadłam z nią bułki w parku?


i różyczka, którą miałam wczoraj na koncercie. na specjalną okazję.


11.07.2009 :: 17:19 Komentuj (4)

środa. moja siostra o 1:00 ciągnie mnie do domu [to straszne, że moja własna siostra widziała mnie w takim stanie]. gubię but. ale go odnajduję. a wszystko to przez mój cierpiący umysł + cierpiącą duszę i najlepszy lek na świecie- alkohol. no i przez magdę trochę też.

czwartek. ten dzień to dla mnie jakieś pasmo dziur w umyśle. nie pamiętam za bardzo tego dnia, ale przefarbowałam włosy. a co z tego wyszło lepiej nie mówić. dojrzała śliwka węgierka/maniurska czerń z fioletowym połyskiem.

piątek. kafe magia. adze odpierdoliło, ola jako tako się trzymała, ja o dziwo byłam spokojna.
na warszawskiej jakiś dres klepnął mnie w tyłek.
a po drodze do domu (wracałyśmy z iw. na rowerach) dowiedziałam się, że jestem emo (uświadomiła mnie grupka dresów siedzących na polu i żłopiących piwo marki Harnaś).

dzisiejszy dzień spędziłam z Jolą, która była na mnie zła, że odebrałam telefon od Adriana, który tak- znów dzwonił 'przepraszam że ci nie powiedziałem bla bla bla nie bądź zła, zapraszam cię gdzieśtam gdzieśtam bla bla bla'. żałosny dupek z niego. już dawno o nim zapomniałam, ale oczywiście znów musiał zadzwonić.
Jola wygłosiła przemowę na temat 'wyższość feminizmu i bycia singielką nad mężczyznami i bycia Miłą Dziewczyną W Ciepłym I Pełnym Miłości Związku'.
zgadzam się z Jolą, ale nie zgadzam się z tym, że ma taki zajebisty metabolizm.
a ja i tak mam już kogoś nowego na oku.

'chłopak w czasie odprawy celnej był absolutnie boski. spytał: 'czy ma pan coś do oclenia?', a ja na to: 'tylko tą niesamowitą opaleniznę;. a on dał mi swój telefon i bzykaliśmy się w łaźni'


12.07.2009 :: 01:54 Komentuj (0)



chilloutuję słuchając clash, jam i happy mondays i pijąc czerwone wino.

sometimes I feel like I'm stuck in your head

15.07.2009 :: 19:42 Komentuj (3)

moje letnia chandra zaczyna przeradzać się w załamanie.
życie moje paranoja utraciło sens.

dobra, dobra bez tych głodnych kawałków o życiu.
buszowałyśmy dziś z Dorą na e-bayu, kupiłam spodnie z Cheap Monday i mnóstwo nowych ślicznych rzeczy z Atmosphere.
wydałam jak zwykle mnóstwo kasy, której nie mam. jeśli kiedyś spłacę debet na mojej karcie to ktoś będzie musiał wystawić mi pomnik.

i tak zakupy mi nie pomogły, nie mogę pozbierać myśli. moje stare znajomości się skończyły, nawet znajomość z Eweliną nad czym niesamowicie boleję, może jak wróci z Monachium coś zmieni się u mnie i u niej. może uda się to naprwić, a jak nie... nie wiem sama.

pokonuję kilometry na rowerze słuchając muzyki. siła takiego chilloutu jest niesamowita, a ja odpływam myślami daleko daleko.

wkurwia mnie to, że wszyscy mylą mnie i moją siostrę. nawet własna matka.
czy serio jesteśmy aż tak podobne?


'zdawało mu się, jakby tymi wyznaniami bardziej się obnażyła, niż gdyby zrzuciwszy suknię, podsunęła mu piersi'

shelter from the storm

17.07.2009 :: 17:25 Komentuj (5)

to mój pierwszy leniwy dzień od wieków. totalnie nic nie chce mi się robić, a jest dziś tyle dobrych imprez, trzeba coś wybrać.
jadło (koncert powiek i tribute to hoff)
obiekt (yeah it's nice)
i fonobar (magda zaprosiła, duże pe cośtam gra)

a ja serio mam dziś imprezowy odrzut, mam ochotę oglądać 'plotkarę' na DVD i jeść popcorn, a nie wychodzić z domu, ale do cholery obiecałam.
poza tym jestem załamana tym, że wczoraj zakończył się mój Niemiecki romans. czemu zawsze jak spotykam zajebistych gości to muszą być z innego kraju (jak to powiedział Bart- do Niemiec bliżej niż do Argentyny, co fakt to fakt)?
kurde kurde kurde. było super z nim, nie znoszę jak coś się kończy!

w przyszłym tygodniu zaczynam robić teczkę na AFiT i na PWSFTViT i przygotowywać się na AT. jestem przerażona tym, co muszę umieć. najwyższy czas zacząć. zajmę się czymś, to może uda mi się nie myśleć o tych przewalonych wakacjach na betonowej plaży na koloniach organizowanych przez Warszawę Powiśle w ramach 'upimy się razem a później pośpiewajmy piosenki harcerskie'.

na koniec kilka zdjęć z ostatniego czasu.
czas najwyższy wziąć się w garść (co nie udaje mi się jakoś od stycznia, ale teraz musi się udać!)







ps. maniurski fiolet z moich włosów się już zmył i teraz są po prostu czarne.

cóż za odkrywczość.

jakie masz szanse, że dostaniesz wpierdol?

20.07.2009 :: 14:36 Komentuj (2)

w sobotę wraz z bartem i careenin wybraliśmy się na podbój kosmosu.

zaczęliśmy od starej tomby, która teraz ma chujową nazwę usta mariana, ale zasadniczo impreza nie była nas godna.

bawiliśmy się w łapki pod klubem, kiedy pani ochroniarz zaczęła się na nas drzeć, bo byliśmy za głośno. no i rozwiązywaliśmy krzyżówki panoramiczne (200 panoramicznych).

bart zapoznał nas ze swoim wystrzałowym kolegą z Poznania (wystrzałowym, żejapierdole) i udaliśmy się wspólnie ku krakowskiemu przedmieściu. dzielnie ominęliśmy zakąski, chociaż perspektywa najebania się wódką po 4zł za shota była niesamowicie kusząca.

magda wpadła na pomysł, żeby pójść do powiększenia na noc superbohaterów. używając mojego talentu do przekonywania ludzi nakłoniłam barta ażeby poszedł z nami (po drodze wysłuchaliśmy wielu fascynujących historii o wódce, które opowiedział wystrzałowy kolega barta). w powiększeniu poznaliśmy szauowego łabądźmena i bogusię, która była białorusińskim szpiegiem. a później jeszcze Jacka O Ładnej Buzi, który był z Finlandii.

ja jeszcze powrócę do Powiększenia. dobry klimat mają.


biedny głuchy człowiek

ubranka! ubranka!

21.07.2009 :: 04:30 Komentuj (0)

nowe spodnie, przerośnięte włosy i ukochane buty.




24.07.2009 :: 21:49 Komentuj (0)

chciałam wam przedstawić maćka

to jest maciek.

teatr film muzyka

25.07.2009 :: 19:49 Komentuj (0)

TEATR:
'portret doriana graya'
scenariusz: Oscar Wilde (przekład Marii Feldmanowej)
reżyseria: michał borczuch
TR
świetny spektakl, dotrzymuje poziomu reszcie spektakli TR. historia opowiada o chłopaku niesamowitej urody, który pozuje do obrazu-portretu Bazyllego Hallwarda to wydarzenie służy do nawiązania romansu z historią hedonistycznego, zamkniętego, cynicznego półświatka, w którym przez to niezwykłe wydarzenie Dorianowi udaje się wniknąć. Dorian zmienia swoje młodzieńcze ideały pod wpływem utopijnego środowiska w jakim się znajduje, zmienia się sposób patrzenia na świat. Staje się cynicznym egoistą, hedonistą.
Borczuch zadaje pytanie o to, czy dla własnej wygody można porzucić całą moralność i w ten sposób osiągnąć szczęście.
okazuje się jednak, że bezustanne dążenie do piękna jest bezowocne, wręcz niemożliwe. piękni idealiści w pewnym momencie utkną w pułapce własnego ciała, jego główną wadą- starzeniem się.
spektakl rzuca widza na głęboką wodę. pokazuje, że każdy z nas jest Dorianem. mniej lub bardziej, co jest okazją do obiektywnego spojrzenia na siebie.

'między nami dobrze jest'
scenariusz: dorota masłowska
reżyseria: grzegorz jarzyna
TR
sam scenariusz to mistrzowska komedia o Polakach. akcji w tradycyjnym pojęciu tego słowa nie ma.
wszystko w tym spektaklu pyskuje.
jeśli za spektakl zabierają się jarzyna i masłowska to efekt jest miażdżący.
ta historia to pytanie o polskość. przerysowana, ciężkostrawna, ale jednak kapitalnie napisana, historia zawiązana wyśmienicie, reżyseria bez niepotrzebnej pompatyczności bardzo w stylu Jarzyny.
nie będę zdradzać więcej. radzę obejrzeć.
według mnie to najlepszy spektakl ostatniego roku.
i najlepsze kreacje rafała maćkowiaka i romy gąsiorowskiej, którzy są moimi prywatnymi idolami i według mnie najlepszymi aktorami teatralnymi ostatnich lat.

FILM:
'masz na imię justine'
reżyseria: franco de pena
data produkcji: 2005
polsko- luksemburski film, który zobaczyłam zupełnie przypadkiem.
to, od czego trzeba zacząć to niesamowite kreacje rafała maćkowiaka i anny cieślak zbudowane na grze emocjami bardziej niż na grze ciała.
puste oczy cieślak, filmowej marioli.
ledwie uchwytny błysk w oku maćkowiaka, który tylko udaje, że mariolę kocha.

wszystko jest idealnie. dziewczyna z małego miasteczka zakochuje się na zabój w arturze. ten pod pretekstem przedstawienia narzeczonej swoim rodzicom zabiera ją do kolonii. po drodze zatrzymują się w berlinie u znajomych Artura, żeby odpocząć przed dalszą podróżą. tam wychodzą na jaw prawdziwe intencje chłopaka. Artur sprzedaje dziewczynę jako prostytutkę.
jej nowi właściciele przedstawiają jej brutalną prawdę pięścią i kopniakami. teraz ma na imię Justine i jest prostytutką. dziewczyna próbuje uciec, nieudana próba kończy się nauką ze strony jednego z jej nabywców- gwałci ją. jeśli się nie podporządkuje oni zabiją jej babcię. jedynie jej 'treser' okazuje trochę łagodności.
dziewczyna cierpi z głodu, samotności, bólu, zimna w brudnym mieszkaniu 20metrów nad ziemią. dom znajduje się w pobliżu placu budowy i torów kolejowych. dziewczyna krzyczy: pomocy. ale nikt nie słyszy. a może nie chce usłyszeć?
treser Marioli ma za zadanie w 10dni przekształcić ją w dochodową prostytutkę.
Mariola walczy z nową Justine, nie chce się jej poddać. na każdym kroku przypominają jej o babci i o tym, co może się z nią stać. rozpoczyna się walka o przetrwanie. Marioli w tożsamości Justine oraz Justine w kontaktach z jej treserem, Niko. szef Niko sprzedaje Mariolę innemu mężczyźnie, ale jej i Niko udaje się uciec, teoretycznie w tym momencie stali się martwi. pomaga im 'wujek goran'. dostają mieszkanie, dziewczyna cierpliwie obsługuje klientów, których podsyła jej Niko.
pewnego dnia do mieszkania Niko wpada Artur z wieścią, że babcia dziewczyny nie żyje.
w tym momencie następuje zadośćuczynienie za wszystko. odpłaca za przemoc przemocą.

kilka lat później wraca do Polski. stawia znicze na grobie babci, uświadamia sobie, że już nic nie będzie takie samo i że możliwe, że już sobie nie zdoła ułożyć życia z bagażem niemieckich doświadczeń.

wielkim plusem filmu są zdjęcia. mroczne, czyste ujęcia pełne zbliżeń i półzbliżeń.
jedyne, co mi przeszkadzało podczas oglądania filmu to podział na dwie części. do momentu uwięzienia marioli oraz po nim. reżyser zmienia konwencję opowieści. nie pokazuje już brudnego światka handlu żywym towarem, ani życia z etykietką dziwki. lekko o tym jedynie napomyka. 'druga część' filmu to zmagania Marioli z Justine.
temat może niezbyt oryginalny, ale nadal aktualny, pokazany może nie tyle, co w niekonwencjonalny sposób, co troszkę inaczej.
a brutalność myśli uderza w tym filmie bardziej niż cierpienie fizyczne i za to wielki plus.

MUZYKA
jako, że nie jestem najlepsza w pisaniu o muzyce tylko lekko o niej wspomnę.
Kasabian- West Ryder Pauper Lunatic Asylum
warta dokładnego przesłuchania płyta brytyjczyków. ta płyta jest potwierdzeniem tego, że Kasabian nadal trzymają poziom. i to wysoki.
La Roux- La Roux
album pełen syntezatorowych brzmień rodem z lat '80 w połączeniu z wysokim i charakterystycznym głosem wokalistki to strzał w dziesiątkę. takie kawałki jak 'bulletproof' czy 'reflections are protection' już wpisały się na moją listę ulubionych utworów. dobrze, niebanalnie, ciekawie.
The Gossip- Music For Men
dobra rockowa płyta. nie powaliła mnie na kolana, ale warta przesłuchania.
myślę, że bardziej niż dla samej muzyki warto przesłuchać pod kątem 'co tłusta lesbijka z arkansas wykombinowała tym razem'. i można się miło zaskoczyć, że wykombinowała całkiem nieźle.

sprzedam burzę z piorunami

28.07.2009 :: 17:52 Komentuj (2)

Deszcz zmywa z nas cały brud odmoralnienia, słabości, lęki, niedopatrzenia i co najważniejsze- zmywa błędy.
Całe ten szlam życia spływa po brudnych ulicach miasta wprost do studzienek kanalizacyjnych, w których lęgnie się robactwo stworzone z niedomówień i rozczarowań.
Tylko że w przyrodzie nic nie ginie. Nie jest łatwo zapomnieć, ale można wyrzucić coś ze swojej świadomości. Udawać, że się nie wydarzyło. Tylko co z tego? Deszcz zmyje z nas to, czego chcemy się pozbyć, ale powróci do nas w postaci kolejnej ulewy, mokrych kropel przypomnienia, zmywając kolejne problemy, ale przypominając też o tych, o których chcieliśmy zapomnieć.
Pogoda po burzy piękna jest tylko przez chwilę. Nasze myśli też czyste są jedynie przez moment.
Ja staram się zapomnieć, wyrzucić ze swojego umysłu wszystkie niepowodzenia, chwile wątpliwości i rozczarowania. Kiedy wydaje mi się, że mi się to udało, zaczynam o czymś myśleć, z kimś rozmawiać i powraca to ze zdwojoną siłą.
A później zdarzają się takie dni jak ten.
Dzień, w którym coś pęka.
Siedziałam dziś w domu na łóżku, w telewizji leciał 'Sex w Wielkim Mieście', a ja jadłam resztkę fasolki po bretońsku z musztardą i popijałam lemoniadą KLIK jednocześnie rozmawiając z de na GG i opowiadając jej żenujące historie moich emocjonalno- facetowych znajomości ostatniego miesiąca.
I właśnie wtedy po raz kolejny stwierdziłam, że muszę się ogarnąć.
To jest właśnie moje postanowienie na ten tydzień. No tak. I jeszcze do tego wszystkie horoskopy kłamią (a szkoda!).
Co teraz zrobię? Pod oknem stoi mój rower. To chyba najlepszy moment, żeby skorzystać z okazji i załatwić to, co nie zostało dopowiedziane.
A później deszcz zmyje moje winy i poniesie je daleko.


29.07.2009 :: 15:24 Komentuj (2)

OMG!
SAMA NIE WIERZĘ, ŻE TO ROBIĘ ALE
JUTRO JADĘ NA WOODSTOCK.

POGRZAŁO CIĘ, DZIEWCZYNO?



facebook. . .twitter . .last.fm


kosmos 2011
czerwiec.maj.kwiecień.marzec.luty.styczeń.
kosmos 2010
grudzień.listopad.październik.wrzesień.sierpień.lipiec.czerwiec.maj.kwiecień.marzec.luty.styczeń.
kosmos 2009
grudzień.listopad.październik.wrzesień.sierpień.lipiec.czerwiec.maj.kwiecień.marzec.luty.styczeń.
kosmos 2008
grudzień.listopad.październik.wrzesień.sierpień.lipiec.czerwiec.