ludzi mało.
miejsce nie za specjalne (Centralny Basen Artsytyczny). niby industrialowy klimat, ale jakieś kawały materiału przywieszone do poręczy, które zasłaniają widownię teatralną to tak jakby... nie najlepsze rozwiązanie. zdecydowanie wolę obiekt, ale przywiodło nas do cba.
jick magger zagrał, ruszał się, jakby wypił za dużo soku z gumijagód (like always).
a później za deckami stanęła torpeda. DISCO VILLAINS. dobre to było, dobre. i myślę, że odebrane byłoby lepiej, gdyby nie to, że miejsce chujowe, a w obiekcie konkurencyjna impreza (oh jak mi przykro, że eryk nie wygrał z I Want Candy).
DJe z Disco Villains byli niesamowicie zajebiści, zaprosili na backstage i w ogóle :)
gdyby nie to, że byli tacy charyzmatyczni, impreza skończyłaby się na podrygiwaniu kilku samotnych dresów pod DJką (to są właśnie imprezy bez selekcji).
było na co popatrzeć i czego posłuchać.
jestem za.
no i zagrali 'corneliusa' :D

panie eryku, czekamy na zdjęcia.
Name:

Komentarze: