mam zjebany humor od wczoraj.
wczorajszy dzień był zjebany od rana.
zaczęło się od tego, że w środę wróciłam ze spotkania z ulą o 1:30 (miałam wrócić o 18:00), w opór pijana (kasia wymyślała jakieś szalone niebieskie driny w zakątku, nie sposób było wyjść na trzeźwo). oczywiście wchodzę do domu, pies zaczął szczekać, wywróciłam się na schodach. mom stwierdziła, że jestem pijana (wow, cóż za spostrzegawczość!) i poszła spać. ja też.
w czwartek rano wstaję (wstać miałam o 6:00), patrzę na zegarku 6:40, zdążyłam umyć włosy i zanim dobiegłam do stacji już mi wyschły, byłam skacowana jak chuj, wysiadam sobie, idę na przystanek. i cóż. wsiadłam nie do tego autobusu, do którego powinnam. w efekcie czego wysiadłam na powiślu, przesiadłam się w pociąg, podjechałam jedna stację, biegnę pędem do metra, wbiegam na stację, a moje metro dopiero za 11min. spałam prawie na stojąco. i myślę: 'chuj. nic gorszego nie może się wydarzyć.'wsiadam do śmierdzącego zajebanego metra, jadę. wysiadam. biegnę na autobus. nie ma to jak mieć szczęście. odjeżdża mi sprzed nosa. wsiadam do następnego, a że jest to pętla to czekam jeszcze 15 min na odjazd, w międzyczasie zrobiłam sobie nieudolny makijaż. siedzę czytam newsweeka (fascynujący artykuł o kleszczach), pochodzi do mnie jakiś koreańczyk i zaczyna napierdalać po koreańsku. siedzę i patrzę na niego, już sama nie wiedziałam co mam o tym myśleć i czy nie jest to efekt tych wczorajszych drinów, że go nie rozumiem, a on zaczyna się śmiać i mówi łamanym polskim 'robię sobie żarciki' siedzi i napierdala do mnie, nie zauważając, że wcale go nie słucham tylko czytam tego jebanego newsweeka. kilkaset słów koreańczyka później wysiadam. biegnę. wpadam zdyszana, z rozmazanym makijażem, bo oko zaczęło mi łzawić, a moja szefowa mówi: 'spóźniłaś się' (serio ostatnio ludzie robią się mega spostrzegawczy). jakkolwiek ta praca jest spoko pracowanie jest plebejskie i po tygodniu mam dość. no ale muszę być przygotowana finansowo na moment kiedy mom wyrzuci mnie z domu, a myślę, że nastąpi to całkiem niedługo.

chuje muje. dziś znów zdycham po wczorajszej libacji z adrianem. piję drugą kawę i nie wiem który to już dziś papieros.
muszę się dociągnąć do wołomina, bo się z agą umówiłam.

a moje życie odmierzają godziny zamieszczania postów na twitterze.

a na koniec tego zajebiście nudnego posta:

moja siostra. ostatnio zauważam jaki cud ze mną mieszka.

i jej praca. jestem jej największą fanką, w przyszłości będziemy zajebiście sławne.
Name:

Komentarze:

20.06.2009, 07:40 :: 87.207.207.167
lashlo
i translated your post with google translator and i enjoyed reading it enough to say that i want to meet you in real! i am from hungary and my name is lashlo, i like indie music and nu rave, i am skinny and i like hot parrrrrrrrtieeeeessssssss. sorrz 4 my poor english. i am going to follow your journalllll