czy z tym wszystkim koniecznie musi być tak chujowo? nie macie wrażenia, że rok 2009 jest najgorszym rokiem w waszym bytowaniu? bo ja mam. nie wiem, o co chodzi, ale w tym roku jakoś dziwnie nic się nie udaje. zawsze coś wychodziło. coś udawało się osiągnąć.
czuję się uwięziona w matni. nie jest to żaden rodzaj depresji, bo czuję się nieźle, bawię się dobrze. przytłacza mnie fizyczna niemoc w pewien sposób osobista, ale też grupowa.
teatr stał się dla mnie codziennym miejscem pracy, przestał tak bardzo fascynować, a stał się bardziej instytucją. ale i tak lubię tam pracować.
poza tym chodzę na koncerty.
Kamp! był ekscytujący. ludzie zabijali się z radości na parkiecie. wszyscy wyczekiwali 'breaking a ghost's heart' i się doczekali. Kamp! to jeden z tych zespołów, które na żywo brzmią jeszcze lepiej niż na nagraniach. było ekstatycznie i ogniście. trochę akustyk nawalił, ale my w tłumie tańcząc i rozpychając się łokciami tego nie odczuliśmy.
dla odmiany bifor i after grał Sebastian.
Gossip byli równie boscy. poszłam, bo kolega pracuje w gazecie pewnej i dostał bileciki. pozytywnie mnie zaskoczyła charyzmatyczna Beth i reszta zespołu. Palladium jest lepsze od Stodoły, w której o dziwo odbywają się wszystkie większe koncerty, na które chodzę.
Gossip lubię jeszcze bardziej teraz.
jak było na Placebo, Editorsach i na Mansonie, kochani?

Name:

Komentarze:

26.11.2009, 08:34 :: ownlog.com
prudishness
powinnaś znać mój numer na pamięć! trzeba wyjść gdzieś w sobotę. maila mi napisz alboco.

25.11.2009, 21:17 :: 83.24.142.198
magda.
a wiesz, nawet ktos lepszy niz manson :) napisala Ci ja dzisiaj smsa bedac w szkole. niestety na tym poprzestalo [nie obczailam, ze zmieniajac telefon i karte nie ma sie starej ksiazki tel.].

25.11.2009, 18:54 :: ownlog.com
prudishness
to ty, de nie jesteś na mnie zła? bo ja myślałam, że jesteś.
biedna magda, zawsze chora, ale krowiasty manson Ci wynagrodził. wierzę w to całym moim pruderyjnym serduszkiem.


25.11.2009, 14:47 :: 80.55.40.10
de.
editorsi mega mega, i my zachwyceni i oni zachwyceni, zagrali całą ostatnią płytę co sprawiło że ten koncert był bardzo klimatyczny ale było też trochę ze starych przy których można było się wyskakać i wydrzeć. russell co chwila szczerzył się do mnie i do rocka, co wynagrodziło nam to, że tom olał prawą część publiczności poniekąd. supporty całkiem ciekawie - wintersleep taki indie chłopaczki we flanelkach, wokal ma przedziwny ale wyróżniający się głos, na maccabees był pisk lasek i szał tłumu, skocznie i energicznie grają a wokalista podjeżdża wokalem zacha z beiruta.

25.11.2009, 00:55 :: 83.24.136.10
magda.
moj manson byl spoko tak, ze pomimo goraczki byla ja zadowolona ze hoho.