miejsce: Teatr Narodowy
tytuł: Marat/Sade; Męczeństwo i śmierć Jeana Paula Marata przedstawione przez zespół aktorski przytułku w Charenton pod kierownictwem pana de Sade.
reżyseria: Maja Kleczewska
scenariusz: na podstawie sztuki Petera Weissa
scenografia i reżyseria światła: Katarzyna Borkowska
muzyka: Agata Zubel
choreografia: Mikołaj Mikołajczyk
praca nad tekstem: Łukasz Chotkowski

'Dwie symboliczne postaci: męczennik, symbol Rewolucji Francuskiej, Marat i uosobienie bezwzględnej pogoni za przyjemnością markiz de Sade. Czy najważniejsze zmiany zachodzą w społeczeństwie, czy w pojedynczym człowieku? Jedna z najgłośniejszych sztuk burzliwych lat 60. XX wieku w nowej interpretacji. W roli markiza de Sade'a Danuta Stenka.'

Dramat Weissa rozgrywa się w 1808 roku, w zakładzie dla obłąkanych, gdzie pod kierownictwem Markiza de Sade'a (w którym to zakładzie de Sade jest osadzony) pacjenci wystawiają sztukę o Jean Paulu Maracie, rewolucjoniście, ulubieńcy ludu, który został zamordowany przez Karolinę Corday (w tej roli świetna Patrycja Soliman).
Sade spiera się z Maratem na temat historii.
Maja Kleczewska, reżyser sztuki zastosowała niesamowity zabieg, a mianowicie w roli Sade'a obsadziła kobietę. Tym sposobem kazała nam się dokładnie przyjrzeć i stwierdzić możemy, że w owym zakładzie nie jest osadzony sam de Sade, a raczej osoba, która bardzo wsiąknęła w jego psychikę. Nie jest to realny Sade. To pacjent. A raczej pacjentka.

Sama sztuka Weissa to 'play within a play'. Obłąkani pensjonariusze, targające nimi fobie, nerwowe tiki i zaburzenia psychiczne rekonstruują rewolucję. I już nikt nie wie, gdzie kończy się fikcja (teatr), a zaczyna rzeczywistość.

Kapitalna gra aktorów, wymagająca od nich niebywałej tężyzny fizycznej i pozbycia się wszelkich lęków, również przed nagością.
Niesamowita scenografia i światła. Wszystko stworzone z wielkim rozmachem. Wszystko dokładnie przemyślane i zrobione. Bez błędów. Tylko tak duży zespół, jak ten w Teatrze Narodowym był w stanie udźwignąć tę sztukę.
Ja jestem pod wrażeniem.
Kiedy podniosła się kurtyna wstrzymałam oddech, odetchnęłam dopiero na brawach.
De wstając powiedziała 'WOW' i to jest chyba najlepsze określenie tego, co wczoraj zobaczyłyśmy na scenie Teatru Narodowego.
Name:

Komentarze:

08.10.2009, 22:50 :: 80.55.40.10
de.
miałaś rację, im dłużej po sztuce tym bardziej jest przytwierdzona do umysłu i coraz więcej z niej powraca. i siedzi, i drąży, i nie chce wyjść. tak, jak powinna. geniusz.