piękne widoki.
sklep w Kacicach, znaleziony po pół godziny brodzenia w błocie do kolan wraz z Żyłkiem.
wchodzimy do sklepu, żyłek wyjmuje pomięty paragon, na którym zapisał co mamy do kupienia.
żyłek: sałatę poproszę
pani ekspedientka (z okropnym pryszczem na czole i tłustą grzywką): nie ma
ż: dwa ogórki
p.e.: nie ma
ż: ser feta
p.e.: smalec to ja mam, ale takich wykwintności to nie tu szukać
ż: marchewka
p.e.: jedna się ostała
odwracamy się. patrzymy na marchewkę i zalewamy się łzami.
próbowałam tego samego z papierosami i alkoholem.
wyszliśmy ze sklepu z marchewką, dwoma opakowaniami chipsów Lay's, tabliczką czekolady Wedla, wódką Starogardzką, czterema piwami Kasztelan oraz czterema paczkami papierosów Nevada. miłego dnia.

a to miał być taki piękny weekend. domek nad rzeką alkohol i my.
skończył się alkohol, deszcz się przyłączył i chuj z tego wyszło.
Name:

Komentarze:

06.07.2009, 13:38 :: 83.6.181.69
:(
smutna notka, poplakalam sie, rozumiem to... pogoda nie rozpieszcza