no cóż...
monday rebels byli spoko. ale wszystkim się wydawało, że wszystko to dzieje się tak jakoś od niechcenia.
na grę pozorów i maxa webera nie zostałam, za co serdecznie chłopaków przepraszam.

pojechałam do obiektu, gdzie impreza nie była jeszcze w stadium początkowym (a była już północ)
nie było jakoś totalnie mega. aczkolwiek po zdołowaniu się, każdy sposób na rozprężenie się jest dobry. ludzie bardzo szybko zgonowali, ale jak dla mnie noc była udana.
zagrał sebastian, hungry hungry models, a kesh trochę wymiękła, ale co tam.

o 4:00 udałam się do Cafe Szpilka, gdzie spotkałam się z 2/5 Monday Rebels i z Eweliną.
nic się nie rozwinęło, nic się nie rozwiązało, tkwię w tym samym gównie.
dziś nastąpił dzień oczyszczenia u psychologa. potrzebowałam tego. może jeszcze coś w moim życiu da się naprawić...
... a może nie.

buźka.
ps. foty by generationstrange.
Name:

Komentarze: