W haloween w saturatorze poznałam zajebistą dziewoję o imieniu ola [o].
Okazało się, że owa dziewoja mieszka 10 min piechotką ode mnie [na ździebko mniejszym zadupiu, aczkolwiek zadupiu].
Olao również umie rysować, jest boska, piękna, zdolna i ma tatuaż. Robimy sobie imprezy przy trybie imprezowym w aparacie fotograficznym [wyższa forma rozrywki, nie zrozumiecie tego].
Znajomość wypłynęła od pijanej oli w rzeczonym saturatorze. Było to spotkanie zadziwiające, zbyt chybotliwe ze strony oli jak na moje nerwy. Kilka dni później okazało się, że jeździmy z tej samej stacji do szkoły [co było bardzo miłym zaskoczeniem] i tak sobie jeździmy od czasu do czasu. Ola była u mnie i zdechła na łóżku, a ja byłam u oli i też zdechłam. W kapturze na głowie i w mega wielgachnych słuchawach na kapturze [nic w nich nie leciało, gdyż bateria w mp3 się zdechła]. Włączyłyśmy tryb przyjęcie/wnętrze [zwany zwyczajowo imprezowym] i jedziesz!
Ola próbowała mnie też upić. Ale jej nie wyszło [hahahahaha – złowieszczy śmiech]. Przytahała miód pitny który miał mega krztuszący smak i siedziałyśmy tak baaardzo długo, gadałyśmy o życiu i piłyśmy.
W ostatni piątek [12 grudnia], gdy udałyśmy się do jadło stwierdziłyśmy, że zawszeudaje nam się przegapić najlepsze imprezy. Albo wychodzimy, kiedy właśnie zaczyna się najlepsza zabawa, albo mamy lenia i nie chce nam się ruszyć dupy, a później oglądamy zdjęcia na blogu pity i cierpimy.
Cóż… życie jest brutalne, nieprawdaż?
Morał z tego taki- morału nie ma.
A olao i tak jest boska, co potwierdzają wszystkie najnowsze amerykańskie badania. I tak pozostanie.
Dziękuję za uwagę.






powrót z domu oli.


skuuupienie.
Name:

Komentarze: