impreza była niesamowita, spędzona w towarzystwie naprawdę świetnych ludzi.
(z takimi to nawet na koniec świata)
wróciłam totalnie chora, z gorączką i nadal nie mogę się wyleczyć.
a podróż do warszawy to była najgorsza noc mojego życia.
chciałam oddać krew, ale dowiedziałam się, że mam anemię.
do błota się nie przekonałam.
bynajmniej te minusy nie przebiły plusów i ten czas był mega!
niesamowite koncerty
guano apes (w strugach deszczu):
ostatni duży koncert Przystanku Woodstock. zdecydowanie największa publika i masakrycznie niesamowity koncert. guano apes świetnie czują się na scenie, a ludzie tak samo dobrze czują się z nimi. perkusista zespołu wspomniał, że za dużo czasu zajęło im przyjechanie do Polski, że powinni zagrać tu wcześniej (11 lat temu zagrali w Krakowie). jedynym mankamentem było to, że na telebimach przez cały czas była twarz wokalistki- sandry. trochę to przeszkadzało, bo nie wiedzieliśmy, co się działo na scenie. uwieńczeniem koncertu był naprawdę ostry deszcz. nadał tylko całemu występowi klimatu.
the futureheads zespół zagrał bezbłędnie. porwali publikę w swój ekstatyczny show. gratuluję. jako pierwszy duży zespół otwierający 15. Przystanek Woodstock wypadli niesamowicie (w każdym innym aspekcie również).
juliette lewis zostałam miło zaskoczona. niesamowicie energetyczna wokalistka nie oszczędzała się na scenie, jednocześnie świetnie śpiewając. paweł powiedział: 'przedawkowała to, co gra'. to chyba najlepszy komentarz do tego koncertu. mi się cholernie podobało.
the subways dali zdecydowanie lepszy koncert w warszawskiej proximie. przez większość koncertu na telebimie gościła charlotte (i znów ciężko było ogarnąć się w akcji na scenie). oni dawali z siebie wszystko, publika w zasadzie też dopisała, ale nagłośnienie było strasznie kiepskie. na koniec już standardowo billy rzucił się w tłum. dostał w ryj od kogoś, ale oddał, w efekcie czego wyszedł bez szwanku. gdyby nie nagłośnienie i praca montażystów to byłby wspaniały koncert, tak- wyszedł przeciętny.

5 dni w błocie, brudzie i piachu.

za rok też pojadę!


żanet (dzień pierwszy- czyste pachnące i z makijażem)

żanet marry justyna i koncert dubska

pamiątka po koledze z pociągu.

punks not death czy jakoś tak

surfing na błotku? a czemu nie.


julens żanet

krysznowóz

jula oddaje krew


PJ i reszta

marry w domu swym

jednorożec- lizak. naczelny palacz imprezy.

poranny prysznic

dobre błotko nie jest złe. jula skosztowała.
Name:

Komentarze: