Dziś jest Sobota. Dzień wolności. Bez pracy, obowiązków, rzeczy do zrobienia i niedokończonych projektów. Sobota jest dniem, w którym zapominam o obietnicach, o obowiązkach i o pracy do zrobienia. Nie żebym kiedykolwiek zwracała na nie uwagę.
Poznałam ostatnio sporo fajnych ludzi, dzięki którym coś się dzieje. Piszę, jeżdżę, kręcę, rozmawiam, reżyseruję, montuję. Zaczęły się nowe projekty, czekam też na propozycje z kilku źródeł, jednak mało pewnych, więc nie napalam się na nie.
Dziś na przykład byliśmy w Powsinie, kręciliśmy krótki metraż w zimnym, wietrznym i mokrym lesie. Ale zawód filmowca wymaga poświęceń. Po 6 godzinach stania na dworzu, wróciłam zmęczona jak 150 i nigdzie nie poszłam, nad czym w zasadzie boleję. Piję właśnie drugą kawę, palę papierosa i chyba średnio mnie to wszystko obchodzi.
We wtorek byłam na koncercie Much w HRC i niestety muszę powiedzieć, że był straszny. Więc na razie Much mam dość, ale pewnie i tak skusi mnie ich koncert na Offsesjach w nadchodzącym tygodniu, więc nie wykluczone, że się wybiorę.
Na koniec. Na sam samiutki koniec. Na samiuteńki koniec.
KAMP! dostał trzy nominacje do MIAZG!
cieszmy się.
Name:

Komentarze: