siedzę właśnie na śmierdzącej stacji metro centrum, czekam na moją Ievę, Christiana i na tego Niemca, którego znów zapomniałam zapytać o imię. Za moment powinni dotrzeć. Ieva ze zwiedzania Warszawy, Chris z Berlina, a Niemiec.... pewnie z Niemiec.
idziemy się czegoś napić, a później do stodoły na koncert Morrisseya. no i standardowo afterparty.

pan z kawiarenki ciągle puszcza mi oko, przychodzę tu co kilka dni, więc mniej więcej chyba mnie już zna. ma na imię Robert, dziś mi się nawet przedstawił i dał mi za darmo baterię do Mp3. czuję się zajebiście wyróżniona i zajebiście głodna. i jest za gorąco. zdecydowanie za gorąco. rozpływam się jak czekolada na tym słońcu.

no cóż... miejmy nadzieję, że to będzie miły dzień, a Niemiec nie okaże się 45-letnim zboczeńcem.
amen.

ps. miłego koncertu
Name:

Komentarze: