to, co najlepiej określi wczorajszy koncert w Stodole: nadal mam ciary
supportowali ich Hatifnats, których każda kolejna piosenka brzmi jak ta, którą właśnie usłyszałeś. fascynujące i porażające do bólu. nic dziwnego, że największe oklaski dostali, kiedy zapowiedzieli ostatnią piosenkę.

a później po przydługiej przerwie technicznej na scenę wyszli White Lies.
zaczęli z grubej rury, od 'Farewell to the Fairground', matko, jak ja ich kocham. zagrali większość płyty i dwa kawałki, których nie było na płycie, jeden z nich był B-sidem singla.
później weszli na bis. zagrali cover Talking Heads 'Heaven', 'To Lose My Life', na którym chyba nikt nie stał obojętnie. tłum ekstatycznie drgał i darł się na całe gardło, no i 'Death'.
a oni byli tacy szczęśliwi, że dla nas grają.
a ja byłam szczęśliwa, że dla mnie grają.

niewinne kłamstwa szaleńcza muzyka
był też nalot ludzi w koszulkach joy division, ale to już inna historia.







Name:

Komentarze: